4 marca 2015

Rozdział dwudziesty szósty: Coś niewytłumaczalnego II


            Pojedyncze promienie słoneczne wpadające do pokoju przez odsłonięte okno ugodziły mnie prosto w twarz, kiedy leniwie obróciłam się i położyłam na plecach. Momentalnie ścisnęłam mocniej powieki i skrzywiłam się na niespodziewane i definitywnie zbyt jasne światło, jęcząc przy tym żałośnie. Czym prędzej zasłoniłam się ręką i leżałam w takiej pozycji dobre kilka minut, nie ruszając się ani o minimetr. Nie miałam na to zwyczajnie siły, a mój żołądek już przy samej zmianie pozycji dał mi do zrozumienia, że nie było to najlepszym pomysłem.
            Miałam kaca. Ogromnego kaca. Jak z Nowego Jorku do LA, albo i lepiej – jak z Ziemi na Marsa. Takiego, jak nigdy wcześniej i doskonale wiedziałam co było tego przyczyną. Mieszanie alkoholu i zakończenie picia stanowczo za późno. Czy żałowałam? Sądząc po strzępkach wspomnień wydarzeń mających miejsce po północy nie powinnam ubolewać nad swoim losem, bo z tego, co pamiętałam dobrze się bawiłam.
            Po omacku odnalazłam na podłodze swój telefon, aby sprawdzić godzinę, a na widok zegara wskazującego pierwszą trzydzieści osiem wcale się nie zdziwiłam. W końcu położyłam się spać przed ósmą rano. Chyba.
            Dźwignęłam się do pozycji siedzącej z wielkim trudem niczym stary, obolały człowiek z reumatyzmem, czego zaraz pożałowałam. Zawirowało mi w głowie tak, że myślałam, że zwymiotuję zaraz na smacznie śpiącą obok mnie Minnie, na szczęście jednak były to tylko i wyłącznie zawroty, co mnie nieco uspokoiło. Wygramoliłam się spod kołdry i usiadłam na skraju łóżka, łapiąc się za głowę i opierając łokcie o nogi. Trwałam tak jakiś czas, oddychając ciężko ze zniesmaczoną miną, marząc o tym by to podłe uczucie odeszło w siną dal i pozwoliło mi normalnie funkcjonować, mimo że wiedziałam jak bardzo niemożliwe to było. W ślamazarnym tempie odwróciłam się do tyłu, żeby rzucić okiem na Mins leżącą z otwartą buzią. Zamrugałam kilka razy, by potwierdzić czy aby na pewno z moim wzrokiem wszystko było w porządku bowiem na jednym z policzków blondynki był… Penis. Musiałam nieźle wytężyć swój umysł, żeby przypomnieć sobie jak się tam znalazł, a kiedy już ujrzałam w głowie całą scenę jego powstawania, prychnęłam pod nosem tak, że aż oplułam się ze śmiechu. W tamtej chwili tak cholernie mnie to bawiło, gdy Niall stał nade mną i chichrał się jak nienormalny, przy okazji podjudzając mnie, żebym to namalowała. Nie protestowałam, ba, miałam przedni ubaw kiedy to robiłam. Jak bardzo było to z naszej strony podłe, że wykorzystaliśmy jej słabość, jaką było spanie jak kamień i urządziliśmy sobie z jej twarzy i rąk tablicę do pisania? Nawet Charlie nie pogardził pisakiem, który znaleźliśmy w jednej szuflad w biurku Louisa i nabazgrał na jej ramieniu „Kocham tyłeczek Milesa <3”. Było tego o wiele, wiele więcej, a do mnie dopiero teraz dotarło, że ów marker był bodajże jakiejś dobrej firmy, co oznaczało, że nie łatwo będzie jej zmyć te arcydzieła. No cóż... Ważne, że nas to śmieszyło i jakoś umiliło nam część imprezy, konsekwencje poniesiemy później.
            Powróciłam do poprzedniej pozy, ponieważ jedynie ona uśmierzała to niekomfortowe samopoczucie i starałam się zmusić do przypomnienia sobie czegoś jeszcze. W mojej głowie wirowały jakieś losowe obrazy, których z początku nie mogłam zlepić w jedną, spójną całość, ale ostatecznie udało mi się skupić na tym w tak wysokim stopniu, że zaczęło mi coś tam świtać. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałam w miarę wyraźnie było picie szampana i tańczenie z Liamem i Chinnie tuż po obejrzeniu dość długiego fajerwerkowego przedstawienia.
            Myśl, Nance, co robiłaś po północy? Z kim się kręciłaś po mieszkaniu, kogo poznałaś, czy zrobiłaś coś, czego mogłabyś się wstydzić?
            Westchnęłam głośno, łapiąc się mimochodem za usta i otwierając oczy szerzej z szoku.
            Zayn...
            Staliśmy z Malikiem w kuchni, gdzie dorwałam go znienacka w drodze powrotnej z łazienki. Byłam już w takim stanie, że zapomniałam, gdzie przed minutą siedziałam razem z Niallem i resztą, a szukanie ich w tym tłumie nie wydawało mi się jakoś specjalnie atrakcyjną opcją, kiedy na moim horyzoncie pojawił się mulat. Zaszłam go od tyłu, kiedy otwierał sobie kolejne piwo i zarzucając mu na ramię swoją rękę, przygarnęłam go do siebie jak najlepszego kumpla.
            - Co tam, Zen? – zagadnęłam ochoczo, a on śmiejąc się z mojej, tak naprawdę upozorowanej „pomyłki”, zaczerpnął sporego łyka.
            - Jakoś leci, chcesz piwka? – odparł jakoś nadzwyczaj luzacko i otwarcie. Nie musiałam się zbyt długo zastanawiać nad faktem, że alkohol go rozluźniał i pomagał w kontaktach z ludźmi. Chyba, że to moje swobodne podejście zdziałało cuda.
            Tutaj mała luka dialogowa w mojej pamięci. Wiedziałam tylko, że narzekaliśmy na to jak fatalna muzyka aktualnie wydobywała się z głośników, co naturalnie przeszło w temat samej muzyki, jakże by inaczej. Okazało się, że jego gust muzyczny wcale nie różnił się jakoś drastycznie od mojego, więc mieliśmy o czym rozmawiać. Jako że byłam pijana, nie omieszkałam napomknąć o tym, jak bardzo pozory mylą i że do tej pory miałam go za tajemniczego i małomównego chłopaka, z tym że mówiąc mu o tym nie układałam zdań zbyt… Ładnie. Niekoniecznie zwracałam uwagę na to czy dobrze dobieram słowa i czy nimi kogoś trafię jak dzidą przez serce, wtedy liczyła się dla mnie treść i to, co tak uparcie pragnęłam mu przekazać, a nie żeby zrobić to w subtelny sposób. Zaznaczałam dobitnie, że to dawno i nie prawda(czyli kilka godzin wcześniej), bo okazał się być super gościem. Dokładnie tak. Powiedziałam mu, że jest super gościem. Jezu, kto używa takich stwierdzeń, Nancy?
            A potem zaczęła się moja paplanina o tym które piosenki One Direction lubię i dlaczego. Wypowiadałam się o swoich preferencjach i ulubionych kawałkach jak jakiś specjalista. Jak to stwierdził sam Zayn, nadawałam się na pierwszorzędną fankę, tym bardziej, że znałam ich osobiście i wiedziałam o nich nieco więcej niż reszta ich wielbicielek. Mianował mnie przy okazji oficjalnie Directionerką za pomocą brudnej od majonezu łyżki, którą wyciągnął z jakiejś sałatki. Podczas mojego wywodu o ich muzyce nie obyło się rzecz jasna bez pochwał solówek Malika, które faktycznie mi się podobały, ale momentami aż przesadzałam z tym całym podniecaniem się niektórymi fragmentami ich utworów. Boże co za wstyd. Gdyby Charlie się o tym dowiedział mój marny żywot stałby się jeszcze bardziej marny.
 Temat przechodził zgrabnie w następny. Wystarczył mi zaledwie jakiś mikro szczegół, żebym załapała wątek i leciała dalej jak strzała. Mówiłam też o tym jaki to mam ekstra wyrozumiały stosunek do całego ich zespołu. Tak. Powtarzałam Zaynowi zawzięcie jak bardzo cieszy mnie fakt, że mnie zaakceptowali i kilka razy zaznaczałam, że to strasznie super. Epitety, których używałam wołały o pomstę do nieba. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o Louisie, więc wyzwałam go między innymi od pajaców, co ku mojemu zaskoczeniu rozbawiło Malika.
            ­- Ty, a on jest gejem czy coś? – zapytałam tak na poważnie, a Zayn zaprzeczył, śmiejąc się i kręcąc głową. – Taki zazdrosny o tego Harry’ego. W ogóle wiesz co odjebał? Wlał mi ocet do herbaty – powiedziałam, parskając śmiechem. No, teraz to mi było do śmiechu, a wtedy miałam ochotę go zamordować z zimną krwią.
Malik o dziwo również uważał tę historyjkę za wybitnie zabawną i sam zaczął wypytywać jak to się stało, co nie ukrywam, ucieszyło mnie bowiem nigdy wcześniej nie miałam takiego świetnego kontaktu z ów chłopakiem. Po opowieści o odważnym i pomysłowym Tomlinsonie, znów powróciłam do uzewnętrzniania się z Zaynem i tłumaczyłam mu zacięcie, że chciałabym, żeby wiedział, że traktuję ich wszystkich jak zwyczajnych ludzi. Mój wywód był nie dość, że długi i pełen kolokwializmów, to opływał w przekleństwa, które dodawałam dla podkreślenia mocy moich odczuć. Ta… Po pijaku moja elokwencja przeradzała się w magiczne prostactwo. Ale taki już mój urok. Nie zmieniało to zaś faktu, że ta cała gadka musiała brzmieć nie tyle irytująco, co żenująco, ale Malik nie dał mi tego odczuć. Cały czas był sympatyczny, sam mnie zagadywał i śmiał się z moich niewybrednych żartów, którymi sypałam z rękawa jak jakiś czarodziej. Miałam ochotę palnąć się w łeb za te swoje pijackie monologi, które tak często mi się zdarzały.
Ale nie na tym koniec. Spędziłam z Malikiem gdzieś koło godziny, dopóki znów nie zachciało mi się odwiedzić toalety, bo kiedy z niej wyszłam chłopak wirował z Perrie na parkiecie, a gdy mnie zauważył pomachał mi, szczerząc się. Jak nie on. Była to doprawdy miła odmiana. Przynajmniej wiedziałam, że nie powinnam się przy nim ograniczać, tylko zachowywać się tak samo swobodnie jak przy Niallu czy Liamie. A co do tych dwóch panów… Według reszty skrawków wspomnień, zdecydowanie umilili mi całą noc i cudem sprawili, że Chinnie przestali się mizdrzyć w odosobnieniu i dołączyli do nas. Średnio pamiętałam co dokładnie robiliśmy, ale wiem, że bez przerwy towarzyszył nam maniakalny śmiech Irlandczyka i alkohol. Większość z gości zwijała się do domów koło piątej rano, a ja zostałam sama z Harrym, Louisem, Horanem i Charliem i to właśnie wtedy zabawiliśmy się w artystów, jako płótna używając ciała Fletcher. Niall będąc już mocno „zmęczonym”, wezwał taksówkę i krótko po tym incydencie pojechał do siebie, żegnając się z nami nad wyraz czule. Wręcz nie chciał wypuścić gospodarzy z objęć, wciąż powtarzając im jak zajebistą imprezę zrobili, a w przypadku moim i Milesa wzruszał się, że znów długo nas nie zobaczy. Na do widzenia pocałował nas wszystkich poklei w głowę, krzycząc jeszcze, że nas kocha i jesteśmy super. W takim cztero osobowym składzie, gdzie połowę stanowiłam ja i Tomlinson, co nie wymagało żadnego komentarza, nie mogliśmy zbyt wiele zdziałać. Louis okazał się być „bohaterem”, ponieważ spasował i położył się spać. Natomiast ja, Charlie i Harry zasiedliśmy już „lekko wymęczeni” w salonie i prawie do ósmej rano siedzieliśmy tam rozmawiając o czasach, kiedy Styles nie był sławny.
Przeczesałam włosy palcami, po czym znów złapałam się za głowę rękoma, opierając się łokciami o kolana. Doskonale pamiętałam co stało się krótko po północy, ale nie potrafiłam o tym myśleć w takim stanie. To był zbyt ciężki temat, zbyt poważny i nie miałam siły się tym zadręczać. Potrzebowałam czegoś do picia, koniecznie. Podniosłam się zatem na równe nogi i wyszłam z pomieszczenia. Od razu dotarły do mnie dźwięki dochodzące z salonu, gdzie Charlie oglądał telewizję. Zamknęłam za sobą drzwi do pokoju Harry’ego, żeby nie przeszkadzać Minnie w dalszym śnie i poczłapałam do przodu wolnym krokiem.
- Hej, Nance – zawołał Miles, kiedy mnie zauważył. – Jak tam żyjesz? – zagadnął, wcinając jakieś chrupki. Jak na tak długie imprezowanie trzymał się wyjątkowo dobrze.
Stanęłam przy wysepce kuchennej, gdzie znalazłam butelkę z wodą mineralną, po którą od razu sięgnęłam.
- Jakoś się trzymam – wymamrotałam, odkręcając korek i przyssałam się do plastikowej butelki, opróżniając ją prawie że do połowy. – Gdzie Harry?
- Pojechał gdzieś i wróci później, żeby odwieźć nas na dworzec – odparł beznamiętnie, nie odwracając się nawet do mnie. I dobrze, bo moja mina była zbyt wymowna. Podeszłam od razu do okna, aby sprawdzić czy brunet wezwał taksówkę, czy też może pojechał własnym autem. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy na podjeździe było pusto. Jak to było, do cholery, możliwe?! Przecież widziałam jak coś pił, ale jedno mi nie pasowało, a mianowicie nie sądziłam, żeby był na tyle głupi, aby na drugi dzień wsiąść za kółko i narazić zarówno siebie, jak i masę bezbronnych ludzi na niebezpieczeństwo. Chyba że nie pił zbyt dużo alkoholu, a potem sączył sam sok, żeby mieć wszystko pod kontrolą i pilnować imprezy. Cóż, na ręce mu nie patrzyłam kiedy nalewał sobie do szklanki, bo byłam zbyt pochłonięta zabawą z innymi, więc taka wersja mogła być całkiem możliwa.
W sekundę zdębiałam. Kiedy siedzieliśmy nad ranem w salonie, wspominając Junior High, Harry nie wydawał się być tak wybitnie pijany jak ja i Charlie, w dodatku jeżeli prowadził auto już z rana, musiał być trzeźwy. Według mnie prowadziło to do pewnego wniosku. Czy to oznaczało, że to co zrobił zaraz po wybiciu północy było w pełni świadome? Na samą myśl zrobiło mi się gorąco.
Zabierając ze sobą wodę, przysiadłam się do Milesa, a ten rzucił na mnie przelotnie okiem, kiedy poczuł jak miejsce obok niego się zapada, ale zaraz powrócił do oglądania telewizji. Tymczasem ja patrzyłam to na niego, to na skórzana tapicerkę sofy, bijąc się z myślami. Cholera jasna, musiałam to komuś powiedzieć! Aż dziwne, że powstrzymałam się po samym fakcie i tak długo wstrzymałam to w sobie, to do mnie niepodobne.
- Miles – zaczęłam nieśmiało, ale nie zwróciłam tym na siebie jego uwagi. Dalej jadł chipsy i wpatrywał się w plazmę jak zaczarowany.
- Mhm? – mruknął, pochłonięty serialem.
- Spójrz na mnie – zażądałam, chociaż w gruncie rzeczy zabrzmiałam bardziej bezbronnie niż stanowczo, a mój ton przypominał błaganie. Charlie wyczuł, że coś było nie tak, gdy tylko na mnie spojrzał.
- Co jest? – zapytał, ściągając brwi w lekkim zaniepokojeniu. Zanim otworzyłam usta i wypuściłam z siebie te trzy krótkie, ale jakże istotne słowa, minęła dłuższa chwila, podczas której patrzyłam niepewnie w przerażone oczy przyjaciela. Po takim zwiastunie pewnie spodziewał się czegoś naprawdę poważnego. Cóż, dla mnie ta sprawa była bardzo poważna.
- Harry mnie pocałował – wydusiłam z siebie z ogromnym trudem, ale kiedy moje zdanie zawirowało w powietrzu poczułam niewielką ulgę, że się tym z kimś podzieliłam, a już tym bardziej, że tym kimś był mój Charlie.
- Serio? – Uniósł brwi na znak zdziwienia i zatrzymał rękę z chrupkiem w połowie drogi. Pokiwałam wstydliwie głową, czując jak moje policzki przybierają odcień czerwieni. – No w końcu – dodał jak gdyby nigdy nic i wpakował sobie do ust jedzenie, znów wbijając wzrok w ekran. Tym razem to ja ściągnęłam brwi ze zdziwienia. Nie da się ukryć, że zbił mnie tym totalnie z pantałyku. – Powiedział coś? – ciągnął dalej tym beztroskim tonem.
- Że ‘teraz już wiem’ – zacytowałam wciąż zbita z tropu.
- Ależ z niego romantyk – mruknął chłopak, wywracając teatralnie oczami i cmoknął jakby z rozczarowania.
Uśmiechnęłam się na tę uwagę, ale szybko spoważniałam zdając sobie z czegoś sprawę.
- Ty coś wiesz, prawda? – zapytałam podejrzliwie.
- Oczywiście, że coś wiem, przecież jestem jego najlepszym kumplem – wypalił prosto z mostu, w ogóle nie kwapiąc się, żeby cokolwiek ukryć i spojrzał na mnie jak na największego kretyna.
- Moim też! – zauważyłam trafnie, nie kryjąc swojego oburzenia tą niesprawiedliwością.
- Nic ci nie powiem – powiedział uważnie, grożąc mi wzrokiem jak jakiś dres. – Idź sobie. – Pomachał mi ręką przed nosem, żeby mnie przegonić, a ja zrobiłam obrażoną minę, doskonale wiedząc, że niczego nie zdziałam.
- Tylko do mnie przyjdź po jakąś radę związaną z Minnie… - zagroziłam, wstając i skierowałam się z powrotem do sypialni Harry’ego.
- Podła szantażystka! – zawołał za mną wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu spraw.
- Oko za oko, zdrajco! – odparłam z powagą, mimo że w środku miałam ochotę się śmiać. Przekomarzanie się z Charliem zawsze poprawiało mi humor, bez względu na wszystko.
Szukając w swoim plecaku potrzebnych mi rzeczy, starałam się być jak najciszej, aby nie obudzić Minnie. Choć blondynka miała wyjątkowo twardy sen, wolałam chuchać na zimne. Poza tym nie mogłam wyjść z podziwu jakim cudem tak długo spała, skoro położyła się kilka godzin przed nami.
Lekko zgarbiona, trzymając ubrania i kosmetyczkę w obu rękach, poczłapałam do łazienki z zamiarem odświeżenia się. Wciąż czułam się fatalnie, a mój organizm nie pozwalał mi zapomnieć o ilości alkoholu, jaką w siebie wlałam w nocy. Zaczęłam się zastanawiać jak przetrwam kilkugodzinną podróż do Holmes Chapel na jednym, niewygodnym siedzeniu. Wolałam odsunąć tę wizję jak najdalej siebie, bo na samą myśl robiło mi się niedobrze.
Położyłam ciuchy na szafce i przygotowałam sobie resztę rzeczy. Gdybym nie martwiła się incydentem z Harrym, prawdopodobnie wzięłabym długą, relaksującą kąpiel, jednak będąc w takim, a nie innym stanie psychicznym, bezczynne leżenie w wannie bardziej by mnie rozdrażniło i zirytowało niż odprężyło. Zdecydowałam się zatem na prysznic.
Podobno stojąc tak w kabinie i czując jak woda spływa po twoim ciele, zmywasz z siebie grzechy i rzeczy, których się dopuściłeś, a których żałujesz. Nic bardziej mylnego. To tylko złudne wrażenie, wystarczy, że wyjdzie się z kabiny albo chociaż wyłączy się wodę i cała ta iluzja mimochodem znika, a problemy ponownie się do nas przyczepiają i za żadne skarby nie chcą odpuścić. Zapominanie albo samo staranie się, aby puścić swoje bieżące rozterki w niepamięć nie jest wyjściem z sytuacji, to zwykła ucieczka przed czymś, co prędzej czy później i tak musi zostać rozwiązane. Tak na dobrą sprawę, nie ucieknę od moich problemów nigdy, bo nawet po samym ich rozstrzygnięciu nadal będę pamiętać, że coś podobnego miało miejsce i w najmniej oczekiwanych momentach będzie do mnie wracać i zaprzątać mój umysł na nowo. Może nie wywołałoby to już tak silnych emocji jak z początku, ale zawsze zagwarantowałoby jakiś znikomy cień bólu. Co się odwlecze, to nie uciecze i mimo, że to na pozór TYLKO przysłowie, jest to najprawdziwsza prawda. Nieważne czego miałoby się tyczyć, błahostki czy rzeczy poważnej, ucieczka jest oznaką słabości, tchórzostwa i poniekąd także lenistwa i nigdy nie skieruje nas do osiągnięcia celu, jakim jest rozwiązanie trapiącego nas problemu. Dla mnie pocałunek z Harrym był problemem. Był czymś, co musiałam wyjaśnić dla własnego spokoju. Był też czymś naprawdę, naprawdę ważnym. Dla innych mogłaby to być jedynie ów błahostka, nic istotnego, ja odbierałam to z powagą i zostawienie tego od tak, udawanie, że nie miało to miejsca pod żadnym pozorem nie wchodziło w grę. Pamiętał, czy nie pamiętał tego, co zrobił, musiałam zebrać się w sobie i z nim o tym porozmawiać. Mimo że tak cholernie mocno się tego bałam.

~*~

            - Nance… - Usłyszałam nad sobą głos Milesa, jednocześnie czując jak dotykał mojego ramienia i lekko nim szturchał. – Nance, zbieraj się. Harry po nas przyjechał.
Ziewnęłam przeciągle i po przetarciu oczu, żółwim tempem wygramoliłam się z łóżka. Po prysznicu, znów położyłam się spać ze względu na ból głowy i brzucha, poza tym średnio uśmiechało mi się przebywać w jednym pomieszczeniu z Louisem. Sam kac wystarczająco mnie wykańczał, nie potrzebowałam dodatkowych zmartwień.
Złapałam przygotowany wcześniej plecak i udałam się do przedpokoju, gdzie ubrany i gotowy do wyjścia Charlie żegnał się akurat z Tomlinsonem, który nadal sukcesywnie mnie ignorował. W ogóle nie zwrócił uwagi na moje pojawienie się i dalej gawędził z moim przyjacielem, poświęcając mu całą swoją uwagę. Minnie z kolei biegała po mieszkaniu i sprawdzała czy aby na pewno niczego nie zostawiła. Typowe. Przynajmniej udało jej się pozbyć tego wyszukanego dzieła, które miała na policzku.
- Zaczekam na was w samochodzie – rzucił do mnie Miles, kiedy zakładałam swoje zimowe sztyblety, a ja skinęłam głową. Wtedy fakt, że wyszedł przed nami nie wydał mi się ani trochę podejrzany, być może dlatego, że dopiero co się przebudziłam i nie byłam skora do węszenia podstępów.
Po narzuceniu na siebie płaszcza, zaczekałam jeszcze na Minnie, stojąc w przedpokoju sam na sam z Louisem i ledwo dawałam radę zamaskować dyskomfort, jaki mi przy tym towarzyszył. Nie dało się ukryć, że choćby minuta stania obok niego wystarczyła, aby ogarnęło mnie skrępowanie. Niecierpliwie rozglądałam się dokoła, modląc się, aby Fletcher pojawiła się jak najszybciej, on natomiast opierał się o ścianę naprzeciw mnie i mogłabym przysiąc, że kątem oka widziałam jak lustrował mnie wzrokiem, przez co moje zakłopotanie i ta okropna niewygoda rosły. Miałam ochotę spojrzeć na niego z wyrzutem i zapytać o co mu, do cholery, chodziło, ale skutecznie się powstrzymywałam, przygryzając wewnętrzną stronę policzka.
- Dobra, chyba mam wszystko. – Do pomieszczenia wparowała Mins i pospiesznie dorwała się do swoich butów. – Dzięki za świetną imprezę, Lou – powiedziała do chłopaka, będąc już w pełni ubrana, po czym przytuliła go mocno i pocałowała w policzek, a on szczerze odwzajemnił ten gest. Przynajmniej wobec niej nie używał swojej oskarowej gry aktorskiej.
Kiedy dziewczyna odsunęła się od niego, ten znów skupił się na mnie. Nie potrafiłam go wtedy rozgryźć, nie umiałam określić jego spojrzenia, bo jeszcze nigdy wcześniej mnie takim nie obdarzył. Gdzieś tam, na jego twarzy mieszało się coś doprawdy dziwnego, czego nie byłam w stanie zrozumieć, a najgorsze było w tym to, że z kolosalnym przekonaniem byłam pewna, że nie było to nic negatywnego. Ani nic oczywistego. Chciał mi coś przez to przekazać, ale co?
- Na razie – mruknęłam zmieszana i spuściłam głowę, czym prędzej otwierając drzwi frontowe, aby zniknąć z jego pola widzenia i przestać czuć na sobie jego uciążliwy wzrok.
- Cześć – odparł, wyraźnie siląc się na obojętność, przez co zabrzmiał nienaturalnie. Zupełnie jakby chciał mnie oszukać i na siłę okazać inne emocje niż te, które faktycznie nim wtedy zawładnęły. W życiu nie czułam się bardziej zdezorientowana. Gdyby nie to, że po opuszczeniu ich domu najbardziej obawiałam się spotkania z Harrym, następne minuty poświęciłabym na analizowanie tego osobliwego zachowania Louisa.
Auto Stylesa stało na podjeździe z włączonym silnikiem i zapalonymi światłami, a jego właściciel siedział w środku i dyskutował o czymś zacięcie z Charliem. Obaj zauważyli mnie i Fletcher dopiero, gdy znalazłyśmy się tuż obok pojazdu. Harry rzucił na mnie szybko okiem, po czym zamilkł i położył ręce na kierownicy. Tak, moja dezorientacja podniosła się chyba o miliard poziomów. Co tu się, do cholery, działo?!
Wsiadłyśmy do samochodu, ja bacznie obserwując tę nietypową sytuację, Minnie kompletnie nie świadoma, że coś było nie tak. P

ewnie wciąż myślała o tym, czy wszystko ze sobą zabrała.
- Gdzie byłeś? – rzuciła beznamiętnie do loczka, zapinając pasy.
- W studiu – odpowiedział neutralnym tonem i zaczął wycofywać auto, aby wyjechać z powrotem na zaśnieżoną ulicę. Nie raczył się nawet przywitać.
- Pracuś – mruknęła pod nosem i niczego nie podejrzewając, poprawiła swoją pozycję na wygodniejszą, opierając głowę o zagłówek.
Zaniepokojona tą dziwaczną atmosferą, zbadałam postawę Milesa z nadzieją, że może ona mi cokolwiek wyjaśni, ale chłopak wyglądał nerwowo przez okno i też siedział cicho jak mysz. Zerknęłam więc na lusterko, w którym odbijały się oczy Harry’ego. W tym samym momencie i on popatrzył na mnie. Gdyby było to fizycznie możliwe, prawdopodobnie zamieniłabym się w lodową rzeźbę pod wpływem tego piorunującego spojrzenia. Co prawda brunet nie był zły, ale i tak nie wiedziałam co mu dolegało. Patrzył tak, jakby bił się z własnymi myślami, jednocześnie zatapiając się głęboko, głęboko w moją duszę poprzez ten osobliwy kontakt wzrokowy. Powoli zaczęła mnie przytłaczać to wszechobecna tajemniczość i napięcie.
- Włączysz radio? – zapytałam niepewnie po dobrych dziesięciu minutach jazdy w ciszy. Z początku Minnie co jakiś czas inicjowała rozmowę, ale zauważywszy, że nikt z nas nie był zbyt skory do jakiejkolwiek konwersacji, poddała się i włożyła do uszu słuchawki.
Harry nie odpowiadając niczego, wcisnął odpowiedni guzik i pogłośnił zdecydowanie za bardzo. Jeśli chciał zagłuszyć tym swoje myśli to całkiem możliwe, że mu się powiodło, ale z moimi nie poszło tak łatwo. Muzyka pomogła mi jedynie w lekkim rozluźnieniu się, ale wciąż nie przyćmiła piętrzących się w mojej głowie pytań. Coraz mocniej zaczynałam martwić się tym, co się między nami wydarzyło i im dalej podążałam ze swoimi refleksjami, tym gorzej się czułam. Jego zachowanie strasznie mnie niepokoiło. Nie uśmiechnął się ani razu, nie zwrócił się bezpośrednio do mnie, jedyne czym mnie obdarzył do zagadkowe spojrzenie pełne wątpliwości.
A więc tak to miało wyglądać? Pocałował mnie, a nazajutrz chciał wszystko zatuszować?
Prychnęłam pod nosem, przyglądając się przemijającemu za szybą obrazowi.
Po prostu, kurwa, fantastycznie. Co miałam zrobić w takim wypadku? Pogodzić się z faktem, że byłam tylko pomyłką?
Jednak nie złość grała tu główną rolę, a upokorzenie i smutek. Cóż, zaprowadził mnie w ustronne miejsce, samo to powinno dać mi wiele do myślenia. Jak mogłam być tak głupia... Ale to wszystko nie trzymało się kupy! Nie mógł być nie wiadomo jak bardzo pijany, gdy mnie pocałował, bo naprawdę nie wierzyłam w to, że następnego dnia usiadłby za kółkiem. Gdzie tu logika? Czy ktoś mógłby mi ją wskazać palcem w jak najbardziej ostentacyjny sposób, bo najwyraźniej byłam ślepa?
Po niespełna czterdziestu minutach podróży w jakże przyjemnych warunkach, wjechaliśmy w boczną uliczkę, gdzie znajdował się niewielki, płatny parking, a ja tępo wpatrując się w widok za oknem, starałam się zachować zimną krew, mimo tego jak podłe uczucia mnie ogarnęły. Płacz był ostatnią rzeczą, jakiej wtedy chciałam. Nie miałam zamiaru płakać przy nich wszystkich, a pierwsze łzy, które niespostrzeżenie spłynęły po moich policzkach nie były najlepszym zwiastunem. W błyskawicznym tempie je otarłam i pociągnęłam nosem, czując, że chyba jednak sobie poradzę.
Jeśli znów przestanie się do mnie odzywać, tym razem przynajmniej wiedziałam jaki był tego powód.
Zbierając w sobie wszelkie siły, wysiadłam z samochodu, a chłodne powietrze uszczypało mnie w policzki. Poprawiłam szalik i zarzuciłam na plecy swój plecak, zastanawiając się jak mam się z nim pożegnać w takich okolicznościach. Miałam jak gdyby nigdy nic go przytulić, mimo że byłoby to dla mnie niezręczne? I zapewne dla niego także.
Zmrużyłam brwi niemało zdziwiona, gdy Harry również wysiadł z auta i zamknął je przyciskiem na breloczku przy kluczach. Niby po co miałby to robić, skoro dalej się nie wybierał? Ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu, chłopak przeleciał po naszej trójce wzrokiem, jakby chciał sprawdzić czy wszyscy są gotowi i po prostu ruszył w stronę wejścia na dworzec.
- Idziesz z nami? – zapytałam, nie kryjąc zaskoczenia.
- Raz na jakiś czas chciałbym się poczuć jak normalny nastolatek – rzekł w odpowiedzi i odczekał chwilę, aby iść ramię w ramię z Milesem.
Ciekawa byłam jak mu to wyjdzie na największym dworcu w stolicy wśród tłumu ludzi. Ostatnim razem, gdy mnie odprowadzał i tak dopadły go fanki, więc marzyłam o tym, by tym razem były równie wyrozumiałe i nie przeszkodzą nam, tylko grzecznie zaczekają aż Styles zostanie sam.
Z każdym kolejnym krokiem moje przygnębienie nabierało na sile, a łzy uparcie cisnęły mi się do oczu. Strach przed ponowną utratą Harry’ego nie opuszczał mnie, trwał zawzięcie u mojego boku i ciągle dawał o sobie znać. Gdybym miała prawo wybierać, gdybym to ja mogła dokonać wyboru albo cofnąć czas, wolałabym aby absolutnie nic się między nami nie wydarzyło, jeśli zagwarantowałoby mi to jego obecność w moim życiu. Jeśli miałabym pewność, że dalej będzie moim przyjacielem i dalej będę mogła spędzać z nim czas.
Nie przetrwam następnego odrzucenia z jego strony. To byłoby zbyt wiele, szczególnie po ostatnich miesiącach, w ciągu których tak intensywnie odbudowywaliśmy naszą relację. Przyzwyczaiłam się do jego obecności, gdziekolwiek nie byłam, wiedziałam, że mogę się do niego odezwać w każdej chwili, a on był po drugiej stronie, że znów był dla mnie i przy mnie. Nie wyobrażałam sobie tego stracić.
Kurwa mać… Moja desperacja była chora, ale przynajmniej zdawałam sobie z tego sprawę. Miałam ochotę wybuchnąć płaczem albo wykrzyczeć mu, że ma na mnie natychmiast spojrzeć i powiedzieć cokolwiek. Nie miał prawa rozpłynąć się w powietrzu, jak wtedy. To byłby cios poniżej pasa. Tak bardzo chciałam, aby moje obawy okazały się błędne.
Weszliśmy na główną salę dworca, kierując się w stronę kas. Niektórzy mijający nas ludzie rzucali okiem na Harry’ego, ale nikt go nie zaczepił, za co byłam im niezmiernie wdzięczna. Styles zatrzymał się tuż przed wejściem do pomieszczenia, gdzie znajdowały się ów kasy i od razu zerknął wymownie na Charliego.
- Pójdziemy z Minnie po bilety – oznajmił Miles, łapiąc blondynkę za rękę i pociągnął ją do środka. Musiałabym być ostatnim kretynem, aby nie zauważyć, że to wcale nie było przypadkowe. Dlatego zestresowałam się bardziej.
Zostaliśmy we dwójkę. Moje serce nieznacznie przyspieszyło, a ja w pierwszych sekundach nie byłam w stanie niczego z siebie wydusić, więc rozglądałam się nerwowo na boki, chcąc uniknąć kontaktu wzrokowego z Harrym jak najdłużej się dało. Za bardzo bałam się tego, co miało za moment nastąpić. Staliśmy zatem w milczeniu. Byłam w takim stanie, że racjonalne myślenie mnie opuściło, a moje zachowanie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Nie mogąc dłużej znieść tego okropnego napięcia, podniosłam w końcu głowę i spojrzałam na niego, z nadzieją, że ujrzę na jego twarzy choć odrobinę łagodniejszy wyraz niż wcześniej i nieco się uspokoję.
Harry uśmiechnął się do mnie delikatnie, a potem patrzył tylko w moje oczy, jakby była to najpiękniejsza i najbardziej fascynująca rzecz na świecie, a ja faktycznie zobaczyłam w nim wtedy coś innego. Zobaczyłam tak dobrze znane mi ciepło, ale też smutek. Smutek malował się na jego twarzy, a ten nikły uśmiech był jedynie dodatkiem, który miał mnie przekonać, że wszystko było w porządku. Ale nie było. Nic nie było w porządku, bo nadal nie miałam pojęcia co kryło się w jego głowie, a takie sprzeczne okazywanie emocji w niczym mi nie pomagało, a raczej robiło z moich myśli jeden wielki bałagan.
- Harry… - zaczęłam, czując jak moje serce zaczyna bić jeszcze mocniej niż przed chwilą. Strach i stres zżerały mnie od środka, mimo to musiałam zebrać się na odwagę, musiałam powiedzieć cokolwiek. Nawet jeśli miałoby to być coś kolosalnie bolesnego, przez co miałabym cierpieć. Nawet jeśli miałoby mnie to przygnębić i całkowicie skruszyć moje naiwne serce. – Ja…
- Kocham cię, Nancy.
Sparaliżowało mnie doszczętnie. Otworzyłam lekko usta z osłupienia i jak zaczarowana wpatrywałam się w jego cudowne, zielone tęczówki, w tym samym czasie czując jak pojedyncza łza wydostała się na zewnątrz. Westchnęłam ciężko, mając wrażenie, że od zemdlenia dzieliły mnie sekundy i mimochodem zrobiło mi się słabo.
- Naprawdę cię kocham, wariatko – powtórzył i zaśmiał się szczerze, na co i ja zareagowałam chichotem. Szybkim ruchem otarłam mokrą od łez twarz i rzuciłam się na niego, zamykając go w najmocniejszym uścisku, jakim kiedykolwiek kogokolwiek obdarzyłam.
- Nie chcę wracać – wyrzuciłam z siebie i rozpłakałam się na dobre, jeszcze mocniej ściskając chłopaka.
- A ja nie chcę, żebyś jechała – szepnął najbardziej przekonującym tonem, jaki w życiu słyszałam i pocałował mnie w głowę.
Ulga, jaką odczułam była wręcz nie do opisania. Tak, jak zazwyczaj byłam w stanie odnaleźć jakieś słowa, aby choć w najmniejszym stopniu coś opisać, tak teraz nie potrafiłam dobrać żadnego wyrażenia, które byłoby trafne chociaż w jednej milionowej. Cały ciężar moich wcześniejszych rozmyślań upadł z hukiem i roztrzaskał się o twardą posadzkę mojej pewności siebie, znikając na dobre. Spokój i szczęście, które mnie ogarnęły były najsilniejszymi uczuciami, jakich kiedykolwiek doświadczyłam. Natomiast łzy były zarazem oznaką radości, jak i żalu spowodowanego zbliżającym się rozstaniem.
- Jezu, co za ulga mieć to za sobą – zażartował, wzdychając ciężko, a ja odsunęłam się od niego i złapałam jego twarz w obie ręce, po raz kolejny wlepiając wzrok w jego przepiękne oczy.
- Kocham cię, Harry i twoje urocze dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiechasz, twoje suche żarty, skupienie na twojej twarzy, gdy robisz coś ważnego, kocham twój cudowny, zachrypnięty głos, kocham to, że czuję się przy tobie szczęśliwa i zawsze mogę na ciebie liczyć, kocham sposób, w jaki na mnie właśnie patrzysz, ale najbardziej kocham w tobie to, czego nie widzą inni. Kocham prawdziwego Harry’ego, którego poznałam mając trzynaście lat. Tego, który pokazał mi swoją wyjątkowość i sprawił, że i ja poczułam się wyjątkowa – zakończyłam, spoglądając na niego ze szczerym uśmiechem, a on znów zaśmiał się radośnie i pokręcił głową.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo chciałbym cię teraz pocałować – powiedział bez absolutnie żadnej krępacji, a ja pod wpływem impulsu, nie zwlekając ani chwili, wpiłam się w jego miękkie usta, kompletnie nie myśląc o tym, jakie mogą być tego konsekwencje. A on pod żadnym pozorem tego nie przerwał, tylko objął mnie w pasie i odwzajemnił pocałunek.



            Wierciłam się co jakiś czas na jednej z drewnianych ławek na boisku. Odstępy między belkami były za duże i uwierały mnie w tyłek, niestety było to jedyne wolne miejsce w pobliżu, a zanim doszłabym pod salę dzwonek zdążyłby już zadzwonić. Zatem znosiłam te katorgi, jednocześnie czytając książkę, którą ostatnio podrzuciła mi Minnie. Byłam już po połowie, a nadal niewiele się w niej wydarzyło. Z nadzieją na konkretny punkt kulminacyjny badałam kolejne strony.
- Co czytasz? - usłyszałam nagle z lewej strony. Omal nie podskoczyłam z zaskoczenia. Momentalnie odwróciłam się ku niespodziewanemu gościowi i wręcz oniemiałam ze zdziwienia. Harry siedział obok mnie z lekkim uśmiechem i zapewne czekał na moją odpowiedź. Nie miałam pojęcia dlaczego się przysiadł, dlaczego postanowił ze mną porozmawiać. Było to dla mnie tak dziwne i niezrozumiałe. Czemu ja.
- Sparksa - odparłam w miarę normalnym tonem, pokazując mu okładkę. O dziwo nie denerwowałam się aż tak bardzo, jak przypuszczałam.
- Ach, totalnie dziewczyńska rzecz - powiedział, potakując głową.
- To mój pierwszy raz, kiedy go czytam. Póki co próbuję się przekonać. - Chciałam się jakoś wybronić, żeby nie myślał, że należę do tych brzydkich dziewczyn bujających w obłokach i zadręczających się książkami i filmami romantycznymi. Nie zabrzmiałam jednak zbyt przekonująco, chociaż mówiłam prawdę.
- I jak idzie?
- Nie najlepiej. Chyba jednak wolę Kinga - odparłam z lekkim zrezygnowaniem w głosie. Podczas tej jakże krótkiej rozmowy, Harry wciąż bacznie mi się przyglądał. Strasznie mi się to podobało, nie mniej jednak również krępowało. Mimo to, im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej rozluźniona się czułam. W końcu nadszedł punkt kulminacyjny, którego niestety nie doczekałam się w książce Sparksa.
- Zdaje się, że jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać oficjalnie. Jestem Harry - rzekł, wyciągając w moją stronę rękę.
- Nancy.
            Uścisnęłam jego dłoń i poczułam, że to początek czegoś szczególnego.*



*Fragment pierwszego rozdziału The Hesitate.











 

______________________________________________________________
          Jestem podekscytowana tym rozdziałem i znów się wzruszyłam podczas pisania XD Mam nadzieję, że nie zawiodłam! :o
             Co sądzicie o zachowaniu Louisa?
             Dziękuję za wszystkie gwiazdki i komentarze!! :D Piszcie co myślicie o tym, co się wydarzyło :D !
             Pozdrawiam, Meadow :)

17 komentarzy:

  1. O JEZUS MARIA PANIE BOZE DZIEWCZYNO DZIEKI ZA ZAWAL

    OdpowiedzUsuń
  2. ZA KROTKIE! TERAZ PRZEZ CIEBIE BEDE DNIAMI SIEDZIALA MYSLAC O TYM OPOWIADANI! CO TY ROBISZ Z CZLOWIEKIEM?! TERAZ POWINNAM UCZYC NA CHEMIE ALE NWM CZY PRZEZ TAK WSPANIALY ROZDZIAL DAM RADE SIE SKUPIC! <3 Czytalam za to kiedys bardzo madry cytat, ze w obliczu dobrej ksiazki (w tym przypadku opowiadania) nawet niezdany egzamin jest niczym i sama tak uwazam, wiec to usprawiedliwia cie za dodatnie tak cudownego (i z 5 razy zbyt krotkiego) rozdzialu. Mam nadzieje, ze pisanie pracy na historie w odstepie miedzy czytaniem nie sprawi, ze bede jakos zle kojarzyc fakty.:D
    Nie wiem, czy jestem jedyna osoba, ktoa tak ma, ale czasem, gdy jest za duzo rozdzierajacuch mnie emocji w napisanej historii na chwile ja odkladam i rozmyslam o tym wszystkim. rozdzial wcale nie byl jakis przepelniony emocjami, co nie zmienilo faktu, ze podczas wizji Harry'ego co jakis czas odkladalam opowiadanie nq bok, by uporzadkowac swoje mysli. Uwazam, ze to dosc dobrze swiadczy o twoim stylu pisania i talencie, ponirwaz nawet przy wielu wielkich autorach nie mialam czegos takiego;)
    Dobra, znikam, sprobowac skupic sie na tej chemii i historii, ale nie wydaje mi sie, by udalo mi sie odwrocic mysli od opowiadania.
    pisz nasteony rozdzial jak najszybciej - hihi, najlepiej to na jutro:PP

    Pozdrawiam i zycze duzo weny<3 I no, jest dopiero 21, ale tak wypada - Dobranoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za mile slowa :D ! Mam nadzieje, ze nie bedzie przypalu na chemii xD

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Rozdział jest idealny <3 dałaś z siebie chyba wszystko pisząc to xd w końcu ten moment nadszedł :p świetne opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż mi serducho zaczęło mocniej bić jak jej wyznał miłość! Mega się cieszę, że jednak oboje pamiętają ten pocałunek. Genialny rozdział! ❤️

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawie się popłakałam. :(
    Super! :d

    OdpowiedzUsuń
  6. EWFHDASFKHDGFKREHGFGHREKTGHERKVHDJSKBVJDSHGFUIASWQLDYWUDJCYSVAFHCJLKEFHREUGFUREJDGSBFCEJDSKFHUIREFREIBF!!!!!!!!!!!!!! Jak tak dalej pójdzie, to wszystkie komentarze u Ciebie będę zaczynała w taki sposób! Tym rozdziałem mnie zagięłaś totalnie, a ja myślałam, że po tym ostatnim zdołam trochę ochłonąć i wrócić do rzeczywistości. Teraz to się czuję jakbym dostała cegłą w łeb, w pozytywnym sensie oczywiście - o ile taką metaforę można użyć w optymistycznym świetle. Jezuz maria, toż to spełnienie moich marzeń, a serce to mi urosło kilka razy! Kocham, kocham, kocham! <3
    Cóż, wcale mnie nie dziwi, że Nancy miała kaca-mordercę, po takiej imprezie ciężko inaczej wyglądać i w ogóle żyć XD Ale chyba warto od czasu do czasu się tak pomęczyć, skoro człowiek wcześniej może się wyszaleć, ile dusza zapragnie. A ze wspomnień głównej bohaterki można wywnioskować, że ten Sylwester był bardzo wesoły, zwłaszcza w ten dalszej części. Ja na miejscu Minnie zamordowałabym każdego, kto miałby w ręce ten cholerny marker, no co za mendy XD Za to Zayn to dobry chłopak, tylko niestety nieśmiały, co na krótką metę rozwiązywał alkohol. Co jak co, ale podziwiam jego stalowe nerwy, nawet jeśli też dużo wypił, bo ta gadka Nance mogłaby zmęczyć każdego, zwłaszcza że ona się w ogóle nie hamowała ze słownictwem, a co dopiero ze zwierzaniem się z kolejnych rzeczy XD Pewnie specjalnie uciekł do Perrie, bo bał się, że Nancy wróci i dalej będzie go torturować XDDD Co jak co, ale to była naprawdę gruba impreza. Tym razem piszę to bez zazdrości, bo jestem tydzień po studenckim półmetku, na którym poszalałam po całości, więc mogę razem z Nancy powspominać miłe chwile i poobiecywać sobie, że już więcej nie piję, chociaż w praktyce zapewne się to nie utrzyma, jak zawsze XD
    Dla mnie odkrycie, że Harry najprawdopodobniej był trzeźwy - a przynajmniej w stanie używalności - kiedy pocałował Nance nie było w zasadzie żadnym odkryciem, bo wiedziałam to od razu. Znaczy się, jasne, alko pewnie dodał mu odwagi i popchnął do zrobienia tego, ale czułam, że był świadomy, że doskonale zdawał sobie z tego sprawę, co robi. Fakt, że następnego dnia rano tak po prostu wskoczył w samochód i pojechał do studia tylko dobitnie to udowodnił. Jak się skubany zaczaił, no popatrz :o Pewnie zrobiłby to już dawno, jednak sprzyjające okoliczności ostatecznie podjęły za niego tę decyzję. Mimo iż sam zachował względną trzeźwość umysłu, wydaje mi się, że podchmielony stan Nancy też go nieco ośmielił. Może się bał, że taka całkiem "sucha" go odrzuci albo jakoś gwałtownie zareaguje. Chociaż jeśli coś tam ma pod tym roztrzepanymi włosami, to powinien wiedzieć, że ich pocałunek nie mógłby skończyć się źle w żadnej sytuacji. W sumie musiał długo chować w sobie prawdziwe uczucia. Spójrzmy prawdzie w oczy, od dawna coś się między nimi kroiło, ale Harry pilnował tej niewidzialnej granicy przyjaźni, jakby się bał, że im dalej, tym sprawy mogą się skomplikować. Ciekawe, jak długo udawał, że wszystko jest okej... Niewzruszona reakcja Milesa na "rewelację" Nancy tylko potwierdziła, że coś szykowało się od dawna, tylko wcześniej jakoś nie mogło wyjść na powierzchnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytasz pod rozdziałem, co sądzimy o zachowaniu Louisa. Ja już nic nie sądzę. Naprawdę. Ten koleś tak mi miesza w głowie, że zamiast mózgu muszę mieć już galaretkę. No bo o co mu chodzi? Zachowuje się gorzej niż baba w ciąży. Od samego początku jest wrogo nastawiony do, podkreślmy, PRZYJACIÓŁKI jego kumpla, nie kryje się z tą niechęcią, posuwa się do żartów godnych przedszkolaka, a w chwilach wyjątkowej łagodności całkiem ją ignoruje, a potem strzela te swoje dziwne miny i zachowuje się, jakby chciał coś powiedzieć, ale to nie było w stanie przejść mu przez gardło. Ich pożegnanie było naprawdę niezręczne i dziwne. Bardziej do Lou pasowałoby obrócenie się na pięcie i odejście bez słowa, tymczasem opisywany przez Ciebie wyraz jego twarzy i te całkiem idiotyczne zachowanie kompletnie wytrąciły mnie z równowagi. Czego on tak naprawdę chce? Dużo bym dała, żeby zajrzeć w jego myśli, chociaż pewnie w nich też jest niezły burdel. Nikt z uporządkowanym tokiem rozumowania nie zachowywałby się jak jakiś pieprzony schizofrenik.
      Oho, sama się spięłam, kiedy Harry umilkł na widok Nancy. Chyba jak każda kobieta doskonale wiem, że takich reakcji po czymś, co wydarzyło się między mną a facetem należy się obawiać. Bo one zwykle nie oznaczają niczego dobrego. W miarę upływu czasu i kolejnych zdań stresowałam się coraz bardziej. I mean... Myślałam sobie, że pewnie Harry i Nance zaczną ze sobą normalnie rozmawiać dopiero po pewnym czasie, że zanim uporządkują sprawy między sobą to trochę minie, a ja znowu będę się wkurzała i modliła o to, by któreś wykonało krok do przodu. Kolejnego milczenia Stylesa nie brałam nawet pod uwagę, po prostu nie wyobrażałam sobie, by po raz drugi był zdolny do czegoś takiego. Kiedy zdecydował się pójść z nimi na dworzec, a Charlie sprytnie wykorzystał moment i odciągnął Minnie, czekałam tylko na to, aż Hazz zacznie się tłumaczyć. Aż zacznie jęczeć, że przesadził, że nie może się angażować, że to wszystko nie ma sensu i potrzebuje dystansu. Byłam głęboko przekonana, że drogę powrotną do Holmes Chapel Nance przebędzie ze złamanym sercem. Dlatego wyznanie chłopaka sprawiło, że dosłownie rozdziawiłam usta z wrażenia. W ŻYCIU bym nie pomyślała, że te tak piękne i ważne słowa padną akurat TERAZ, ale muszę powiedzieć, że nie mogłam sobie wymarzyć lepszego momentu. Nancy już była przekonana, że traci przyjaciela, a może nawet kogoś więcej, gdy ten wyjechał z cudownym "kocham cię". No aż mi się gorąco zrobiło! FHISDHIEHDIWEHDIEHI <3 Najpiękniejszy moment tego opowiadania, słowo daję! Jeszcze jak ona odpowiedziała mu tym samym i powiedziała, za co go kocha... O JEZU, SZIPUJĘ TAK BARDZO. KOCHAM ICH OBOJE. Serio, zrobiłaś mi dzień (jebać, że już po 22) tym rozdziałem. Zwłaszcza ten fragment z początku opowiadania mnie rozczulił. No matko jedyna, coś niesamowitego. Wielbię Cię za to.
      Poprawiłaś mi niesamowicie humor tym odcinkiem, za co Ci bardzo, ale to bardzo dziękuję. Myślałam, że położę się spać zdołowana, a tymczasem będę jakaś taka... szczęśliwsza i pełna nadziei. Dzięki, Kass <3
      Czekam oczywiście na ciąg dalszy!!!

      Usuń
  7. Droga, Kass!
    Powiedzmy to sobie szczerze. Zostawiłam pod rozdziałami tego opowiadania tyle wyczerpujących komentarzy, które były zarazem treściwe, elokwentne i zabawne, że nawet pijana Fletcher mnie nie pobije. Dlatego tym razem udam skromność (phi!) i zostawię komentarz co najmniej minimalistyczny.

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

    (pół godziny później)

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    (dobra muszę siku)
    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Mniej więcej tyle.

    Do historii przechodzi tekst o mianowaniu główną Directionerką Nan i pasowanie jej na ten tytuł brudną od majonezu łyżką.
    Wiem w jakiej sytuacji była Nancy zanim nastał moment „Teraz już wiem.”, bo jako dobra / najlepsza przyjaciółka słuchałam takich wywodów z milion razy. To straszne nie wiedzieć na czym się stoi i brać każdy oddech w obawie, że będzie ostatnim przepełnionym nadzieją na to, że nasze uczucia jednak są odwzajemnione.
    „Po prostu, kurwa, fantastycznie.” <- uważam tak samo jak Nancy. Straciłabym cały szacunek do Heziowego Harrego, gdyby tego wszystkiego nie wyjaśnił. Ale rozumiem też jego obawy, bo w końcu kiedy się całowali, to Nan była zalana w trupa. Raz – mogła niczego nie pamiętać. Dwa – to ona mogła to zdarzenie uważać za pomyłkę.
    A scena na dworcu? Lol. Komentarz do niej masz powyżej.
    Teraz zainspirowana tym rozdziałem idę marzyć o moim prywatnym księciu na białym koniu.
    TYLKO NIE MÓW NIKOMU!

    Całuski,

    M.K

    OdpowiedzUsuń
  8. Jasny gwint, dlaczego nic nie mówiłaś, że nie skomentowałam 3 rozdziałów?! BA ja nawet ich nie przeczytałam! OMFG jestem chora i głupiutka na dodatek taki smutek :<<<<<<<
    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA *poszłam wysuszyć włosy nadal krzycząc*AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
    Co to miało być? Tyle uczuć podczas jednego czytania, że tego się nie da opisać, no hellow! Ja tutaj umieram, z wielu powodów.
    Scena na dworcu jest taka urocza, że rozpływam się jak podgrzewana czekolada *-* Na początku gdy wszyscy wstawali i w końcu Harry pokazał się na oczy, nie zapowiadało się na tak uroczę zakończenie rozdziału, a jednak. Słodko nam się zrobiło jak w ulu. O Louis'ie na razie nie myślę, po co myśleć skoro takie piękne rzeczy się dzieją *-*

    OdpowiedzUsuń
  9. No cóż Lou chciał ją chyba zatrzymać w domu. Wiedział co kombinuje Harry i nie chciał aby to się nie stało ale co on biedak sam może zrobić. Tylko on jeden wie co tak naprawdę kombinuje loczek i chce chronić biedną Nancy... dobra nie będę pisała kolejny razy tego samego bo ile można :)
    Rozdział jest cudowny najbardziej podoba mi się wzmianka o trwałym markerze, którego użyli jako zabawki:) Oj dzieciaki, dzieciaki.
    Ostatnio odkryłam, ze faceci są równie skomplikowani jak my tylko trochę mniej wszystko analizują:)
    Ten pocałunek na końcu... Takie piękne zakończenie. Takie wielkie kłopoty po tym będą.
    (Ja i tak wiem, że on to robi specjalnie, tylko jeczcze nie znam dokładnej przyczyny i celu. Wiem tyle, to jest związane z zemstą.)
    Czekam na kolejne rozdziały:*

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam i chyba od razu żegnam gdyż jestem zbyt nawalona, żeby przeczytać rozdział do końca - literki wirują mi przed oczami i nic nie rozumiem . Dokończe czytać jutro bo muszę przyznać, że wyjątkowo lubie twoje opowiadania i może napiszę jakiś sensowny komentarz. O ile znowu nie będę naprana od samego rana. Pozdrawiam prosto z zaburzonego stanu świadomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, zawsze jestem niesłychanie dumna z moich wypowiedzi po pijaku, cóż za elokwencja :*

      Usuń
    2. Hahah, dziekuje za zjawienie sie i trzymam kciuki, zebys dala rade przeczytac xD Pozdrawiam :D

      Usuń
  11. Czytałam juz bardzo duzo fanfiction. Zarówno polskich, jak i angielskich. Zazwyczaj byłam zawiedziona wypocinami polskich 'pisarek' (bez urazy dla nich). Oczywiście znalazły sie perełki. Wsród tych perełek na szczycie jestes Ty. Mam nadzieje, że dokończysz to fanfiction. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział! x

    OdpowiedzUsuń
  12. dzisiaj zaczęłam czytać to ff i mega mi się spodobało! masz talent! czekam dalej :)
    dołączam do obserwowanych i liczę na to samo :)
    http://art-of-killing.blogspot.com/ zapraszam na nowo powstałe ff z Justinem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie odkryłam, że mam u Ciebie tylko dwa rozdziały do nadrobienia. Oj brzydko, Kass. Brzydko.

    M.

    OdpowiedzUsuń